Czy Godzina Dla Ziemi ma jakiś sens?

Ograniczenia zużywania prąduGodzina dla Ziemi - wspaniała idea mająca na celu ograniczenie zużywanego prądu. Czy to naprawdę ma sens i nie wywołuje szkód w systemie elektroenergetycznym?

Z perspektywy potencjalnego użytkownika wygląda to idealnie: wszyscy wyłączają światło, co oznacza mniejsze zużycie prądu czyli na pewno oszczędzamy węgiel oraz chronimy atmosferę.

Czy to prawda?

W rzeczywistości sytuacja wygląda trochę inaczej. Elektrownie oraz zamontowane w nich kotły są stworzone do tego, aby działać przy wartościach nominalnych - czyli takich, dla których zostały zbudowane. Oczywiście możemy osiągać również 60-80% wartości nominalnych, powoduje to jednak znaczne pogorszenie sprawności. Elektrownia ma największą sprawność wtedy, kiedy jest najbardziej obciążona - podczas porannego lub popołudniowego szczytu. Co się dzieje, kiedy nagle i zupełnie niespodziewanie spada moc wykorzystywana przez użytkowników?

W pierwszej kolejności przestają działać deNOx, czyli systemy, które powodują redukcję tlenków azotu. W tym momencie automatycznie elektrownia wypuszcza do atmosfery stężenie tlenków azotu większe niż jest to dopuszczalne. Jeśli już zejdziemy poniżej poziomu możliwości utrzymania płomienia w komorze paleniskowej, może okazać się, że musimy odstawić kocioł. Odstawić, czyli wyłączyć go z ruchu na czas bliżej nieokreślony. Powoduje to ogromne koszty i konieczność odstawienia całej instalacji na co najmniej kilka godzin. W procesie rozruchowym do atmosfery wydzielają się ogromne ilości pierwiastków zanieczyszczających atmosferę.

Należy zastanowić się, czy aby na pewno dla atmosfery nie wystarczy, jeśli w nocy pójdziemy spokojnie spać na kilka godzin - te przestoje są akurat przewidywalne, a energia produkowana w tym czasie jest wykorzystywana np. do elektrowni szczytowo-pompowych, które mają zdolność magazynowania energii.